Mija właśnie 30 lat od premiery pierwszego odcinka „W labiryncie”. Przez ten czas zmieniło się w Polsce wszystko – także seriale. Top 10 najgłupszych scen z „Klanu” na 20-lecie serialu. „Klan” jest obecny na antenie TVP już 20 lat. Przez ten czas dużo działo się w rodzinie Lubiczów. Pojawiło się również wiele absurdalnych momentów, które przeszły do historii. Oto one! „Życie, życie jest nowelą” - śpiewa Ryszard Rynkowski w czołówce do teatrze, filmie, serialu. Nawet w reklamie. Kiedy ponad dwadzieścia lat temu zaproponowano mi rolę w "Labiryncie", pierwszym telewizyjnym polskim tasiemcu, długo zastanawiałam się, czy ofertę przyjąć. W tamtych czasach większość aktorów miała wątpliwości, czy wypada pokazywac się w tego typu produkcjach. Nie mówiąc już o Odtwórz. 1988Polskatelenowele. Pierwsza polska telenowela. Odcinki „W labiryncie” powstawały w krótkim czasie, formuła okazała się strzałem w dziesiątkę. Serial przyciągał przed telewizory miliony widzów, dla wielu stał się produkcją oddającą ducha przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w Polsce. A tu nagle opera mydlana", przyznała Marta Klubowicz, która w serialu wcieliła się w postać farmaceutki Doroty (cytat za Paula Rodak). Agnieszka Robótka-Michalska miała 24 lata, kiedy przyjęła rolę Ewy Glinickiej, jednej z głównych serialowych postaci, która musiała zmierzyć się z dramatyczną śmiercią swojego narzeczonego. Provided to YouTube by Sony Music LocalW Labiryncie · Piotr FronczewskiPan Kleks W Kosmosie℗ 2002 Sony Music Entertainment (Polska) Sp. z o.o.Released on: 20 wOFs6. Kiedy na przełomie lat 80. i 90. Telewizja Polska zdecydowała się na emisję serialu W labiryncie, uczucia twórców i aktorów były mieszane. Produkcja okazała się jednak strzałem w dziesiątkę, a jej popularność dorównywała niemal słynnej Izaurze. Sprawdźmy, co takiego w niej było i jak odbierana jest dziś. Pierwsza telenowela Szczypta historiiPerypetie farmaceutki EwyKiedyś i dziś Pierwsza telenowela W labiryncie niewątpliwie nazwać dziś można serialem, który przeszedł do historii. Była to bowiem pierwsza polska opera mydlana, czy, jak kto woli, telenowela. Jednak nie tylko to okazało się nowością. Zdecydowano się także na wyjście z hal. Niemalże wszystkie sceny kręcono w naturalnych warunkach – prawdziwych mieszkaniach, parkach, na ulicach i w biurach. Poradzono sobie nawet z przewożeniem ciężkich kamer, statywów i elementów oświetlenia, co w tamtych czasach wcale tak łatwe nie było. Warto tu jeszcze wspomnieć, że o ile powtarzająca się często sceneria, jak chociażby dom, w którym mieszkała główna bohaterka, został odpowiednio do kręcenia przygotowany, to miejsca, gdzie pojawiano się rzadko albo tylko jeden raz na 120 odcinków, przystosowane były prowizorycznie. Aktorzy wyskakiwali niemal z samochodów, we własnych ubraniach i własnoręcznie przygotowanym makijażu, kręcili bez powtórzeń i niemalże „uciekali” z miejsca zdarzenia. Źródło: ppstati Szczypta historii Na pomysł nakręcenia polskiej telenoweli wpadł ponoć niejaki Józef Węgrzyn i przekazał ją swojemu koledze, dziennikarzowi i redaktorowi naczelnemu Trybuny, Januszowi Rolickiemu. Ten z kolei z pomysłem pobiegł do znajomego reżysera Pawła Karpińskiego (tak, to ten pan od Smaku czekolady, Czarodzieja z Harlemu, Fitness Clubu czy Klanu) i zaczęła się praca nad W labiryncie. Jak już wspomniałem, były jednak obawy, czy taka formuła i sposób nagrywania przyjmie się w naszym kraju. Wielu aktorów odrzuciło możliwość zagrania w telenoweli, twierdząc, że czekają na bardziej ambitne propozycje. A jednak ostatecznie udało się zmontować prawdziwie gwiazdorską obsadę. Główną rolę powierzono rozpoczynającej dopiero karierę Agnieszce Robótce-Michalskiej. Za to u jej boku wystąpili znani aktorzy tacy jak Marek Kondrat, Marta Klubowicz, Piotr Skarga, Wiesław Drzewicz, Dariusz Kordek, Karol Strasburger, Leon Niemczyk czy Małgorzata Lorentowicz. Na gościnne występy ściągnięto także Macieja Orłosia, Wiesława Michnikowskiego, Teresę Lipowską czy Katarzynę Łaniewską. I tak oto, 30 grudnia 1988 roku, Polacy mogli obejrzeć pierwszy odcinek rodzimej opery mydlanej, zatytułowany Przerwane badanie. Później, do 26 czerwca 1991 roku pokazano jeszcze 119 pozostałych odcinków przyciągające przed telewizory nawet 16 milionów widzów. Warto jeszcze wspomnieć, że utwór, który usłyszeć można w czołówce serialu, nagrał lider zespołu Perfect, Grzegorz Markowski. Źródło: Perypetie farmaceutki Ewy A o czym w ogóle opowiada W labiryncie? Absolwentka farmacji, Ewa Glinicka, nie ma w życiu łatwo. Nie dość, że jest sierotą, to kiedy już myśli, że los się do niej uśmiechnął, umiera jej narzeczony. Ona sama rozpoczyna pracę w Pracowni Farmakodynamiki Instytutu Farmakologii Klinicznej. Tam też poznaje niejakiego Pawła, a między nimi budzi się uczucie. Oprócz niego jest tu oczywiście mnóstwo innych pracowników, a my poznajemy ich losy. Śledzimy codziennie troski, zmartwienia, tragedie, ale i wiele sukcesów, radości i wzruszeń. Można rzec, że widz dostaje to, co zwykle pojawia się w telenowelach. Są więc zdrady i romanse. Mnóstwo łez, przypadkowych zrządzeń losu, intryg i tajemnic. Nie brakuje też jednak rodzinnej sielanki i komicznych historii połączonych z odpowiednimi gagami i komentarzami. Tym, co dość istotne, jest fakt, że twórcy skupili się na środowisku wspomnianych już ludzi wykształconych, ale też biznesmenów i osób z wyższych sfer. Chciano w ten sposób przy okazji pokazać, że w Polsce żyje się dobrze, a widza skusić pokazaniem luksusowych samochodów, ubrań czy wnętrz. I trzeba przyznać, że odbiorcy kupili taki właśnie obraz, o czym świadczy ówczesna popularność tej opery mydlanej. Źródło: fototeka Kiedyś i dziś W labiryncie z pewnością przeszło do historii polskiej telewizji, a oglądalność biła rekordy. Czy dziś również byłaby hitem? Według mnie nie. W dzisiejszych czasach mamy mnóstwo seriali, programów i telenowel. Każdy z nich ma swoją rzeszę fanów i pewnie nasza produkcja również z ekranów by nie zniknęła, ale na takie statystyki jak pod koniec lat 80. liczyć by nie mogła. Fabuła tej opery mydlanej byłą czymś nowym w swoim czasie, dziś można by stwierdzić, że jest to znany i oklepany schemat. A co z powtórkami? Czy one mają szansę, aby przyciągnąć przed ekran widza? Odpowiedź ponownie brzmi nie. Zacznijmy od tego, że W labiryncie nie wygląda dziś najlepiej. O ile w 1988 roku był kręcony sprzętem na najwyższym poziomie, to dziś lepszą jakość nagrań dają nam telefony komórkowe. Ale nawet gdyby poprawić jakość obrazu, to nadal mamy tu mnóstwo prowizorycznych scenerii, sporo improwizacji i niedociągnięć. Tytuł pewnie bardziej by śmieszył, niż wciągał. Obejrzałoby go pewnie wąskie grono osób, które wspominają serial z sentymentem. A i część z nich pewnie szybko by zrezygnowała, myśląc „co ja w tym widziałem?”. Dlatego dobrze, że nie dostajemy dziś wznowień. Czasem lepiej coś zwyczajnie dobrze wspominać, niż po latach psuć sobie to, co wydawało nam się takie fajne. Wracamy z cyklem o rodzimych serialach, które inspirują wiele Polek i Polaków przy urządzeniu swoich wnętrz. W kolejnej części serii rozmawiamy z Olgą Drendą o pierwszej polskiej telenoweli, czyli "W labiryncie". Serial "W labiryncie" był nagrywany w latach 1988-1991 Przedstawiono w nim środowisko naukowców, farmaceutów, lekarzy, pierwszych ludzi biznesu oraz ich bliskich w burzliwych czasach przemian gospodarczych i ustrojowych Telenowelę nagrywano za niewielkie pieniądze, głównie w naturalnych wnętrzach i plenerach, co pozwoliło na dobre oddanie realiów tamtego okresu - To nie jest serial aspiracyjny, który pokazuje, jak należy żyć i co wypada, dlatego wszystko tam jest bardziej z życia wzięte — komentuje Olga Drenda Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Onet Wygląd wnętrz mieszkań i domów Polek i Polaków w dużej mierze zawdzięczamy rodzimym serialom. Zdaniem wielu ludzi z branży, to właśnie one, a nie programy telewizyjne, reklamy czy magazyny o designie, najbardziej inspirują naszych rodaków przy urządzaniu domów i mieszkań. Dlatego współcześnie serialową rzeczywistość kreuje się w bardzo przemyślany sposób, o czym możemy przeczytać w artykule pt. "Jak seriale kształtują gusta Polaków", który Joanna Podgórska kilka lat temu opublikowała w "Polityce". Według autorki ta rzeczywistość powinna być lepsza niż naprawdę, ale w zasięgu marzeń przeciętnych mieszkańców naszego kraju, tak by nie onieśmielała i nie wywoływała poczucia obcości. Czy tak jednak było zawsze? Wnętrza z serialu "W labiryncie" W kolejnej części naszego cyklu wezmę pod lupę mieszkania, domy i biura z serialu "W labiryncie" (wcześniej pisałem o "Rodzinie zastępczej", "Magdzie M." i "Złotopolskich"). Nagrywana w latach 1988-1991 produkcja jest nazywana pierwszą polską telenowelą. W jej powstawanie zaangażowani byli Wojciech Niżyński i Paweł Karpiński, późniejsi twórcy "Klanu", a w rolach głównych można zobaczyć między innymi Marka Kondrata, Leona Niemczyka, Dorotę Kamińską, Karola Strasburgera oraz Piotra Skargę. Ekipa serialu "W labiryncie" Foto: AKPA Serial opowiada o losach pracowników warszawskiego Instytutu Medycyny Klinicznej i Doświadczalnej, przedstawiając środowisko naukowców, farmaceutów, lekarzy, pierwszych ludzi biznesu oraz ich bliskich w burzliwych czasach przemian gospodarczych i ustrojowych, które zachodziły na przełomie lat 80. i 90. Telenowelę nagrywano za niewielkie pieniądze, głównie w naturalnych wnętrzach i plenerach, co pozwoliło na dobre oddanie realiów tamtego okresu. Kiedy serial był po raz pierwszy wyświetlany w telewizji, cieszył się ogromną popularnością — oglądalność sięgała 16 mln widzów. Dziś jednak także wiele osób o nim pamięta, nie tylko ze względu na hitową piosenkę z czołówki pt. "W labiryncie ludzkich spraw", która została zaśpiewana przez Grzegorza Markowskiego z Perfectu i skomponowana przez Lecha Brańskiego oraz Krzysztofa Marca znanego szerzej jako "Pan Tik Tak". O powrocie nostalgii za serialem oraz jego scenografii porozmawiałem z Olgą Drendą, autorką książki "Duchologia polska" i strony "Duchologia" poświęconej latom 80. i 90. Z czego twoim zdaniem wynika powrót nostalgii za serialem "W labiryncie", który widać obecnie w mediach społecznościowych? Olga Drenda: Ten serial jest nazywany pierwszą polską telenowelą i od dawna ma wiernych sympatyków. Wiem, że jeszcze w tzw. starym internecie, czyli przed pojawieniem się mediów społecznościowych, na jakimś forum istniała prężnie działająca grupa jego fanów o nazwie "Adoloran". Myślę, że aktualna nostalgia ma w dużej mierze wymiar techniczny. Odcinki "W labiryncie" w końcu są dostępne na VOD, więc po prostu można je sobie obejrzeć i nie trzeba w tym celu wykonywać jakichś akrobacji. To pomaga wielu osobom w odkrywaniu tej produkcji na nowo. Jeżeli chodzi o inne powody nostalgii, to z dzisiejszej perspektywy dla wielu osób pozytywnym zaskoczeniem może być brak dydaktyzmu. W późniejszych serialach obyczajowych tego typu bardzo widoczne jest to, że one mają pokazywać jakieś pożądane postawy. "W labiryncie" nie ma też żadnych lokowań produktów, które opanowały współczesne, bardzo przemyślane pod względem komercyjnym produkcje. Myślę, że to jest naprawdę wiarygodna pocztówka z epoki, która dobrze pokazuje życie w czasach polskiej transformacji ustrojowej, oczywiście w pewnym określonym środowisku. Brak dydaktyzmu, o którym wspomniałaś, czasem wręcz szokuje. Na grupie fanowskiej widziałem, że ludzi bardzo dziwi np. pokazywanie kobiety w ciąży pijącej wino jako coś zupełnie normalnego. Tak, to jest bardzo ciekawy wątek. Myślę, że w "M jak miłość" już w następnym odcinku bohaterka musiałaby ponieść za to srogą karę. Z dzisiejszej perspektywy wszechobecność picia alkoholu i palenia papierosów w ciągu dnia może być naprawdę szokująca dla wielu oglądających "W labiryncie". Alkohol był wszechobecny w serialu "W labiryncie" Foto: Materiały promocyjne Sam realizm podoba się jednak wielu fanom "W labiryncie", których opinie znalazłem w sieci. Przeczytałem gdzieś, że to jedyny serial, w którym bohaterowie chodzą do pracy, zakładają kapcie w mieszkaniach i mają boazerię na ścianach. Bo to nie jest serial aspiracyjny, który pokazuje, jak należy żyć i co wypada, dlatego wszystko tam jest bardziej z życia wzięte. Dla mnie uderzające jest w nim też to, w jaki sposób pisze się postaci i dialogi. Chodzi o to, że tam często ludzie są dla siebie niezbyt mili na co dzień. Między nimi jest jakaś taka szorstkość, na którą bardzo często trafiam w różnych materiałach z końca lat 80. To jest świat ludzi strasznie zmęczonych życiem, a z drugiej strony przejawiających pewne ambicje i widzących nowe perspektywy w związku z przełomem. Podejrzewam, że to nie było celowe ze strony twórców, ale udało im się taki realistyczny kadr wykonać. Bohaterowie "W labiryncie" często są dla siebie niemili Foto: Materiały promocyjne Czy ten realizm dotyczy też wnętrz? Zdecydowanie tak. Moim zdaniem to wynika z tego, że większość mieszkań pojawiających się w serialu istniała naprawdę, tylko niektóre wnętrza zostały zaaranżowane w studio. Dodatkowo wtedy na rynku dostępna była znacznie mniejsza niż obecnie pula przedmiotów codziennego użytku, z których można było skorzystać. Możliwości sztucznego upozowania życia były więc dużo mniejsze. Pamiętam z dzieciństwa, że elementy wyposażenia wnętrz, które pojawiały się w serialu "W labiryncie" były faktycznie popularne w tamtych czasach. Tak było w przypadku zasłonek w kratkę, które wisiały w mieszkaniu Durajów. Zasłonki w kratę w mieszkaniu Durajów Foto: INPULS / East News W serialowych wnętrzach jest też sporo modnych ówcześnie produktów z Cepelii i Włocławka czy dekoracji typu skóry zwierząt. Moim ulubionym przykładem czegoś, czego w tej chwili już nie znajdziemy w takim kontekście, są tzw. kalendarze z gołą babą, które w pierwszych odcinkach pojawiają się dosłownie wszędzie, także w biurach. Coś, co obecnie jest kojarzone z jakąś kanciapą albo warsztatem, tam jest symbolem prestiżu. Pamiętam, że faktycznie tak było. Koniec lat 80. to jest potężne wejście soft erotyki do polskiej kultury popularnej. Kalendarz z nagą kobietą w serialu "W labiryncie" Foto: INPULS / East News W jednej z pierwszych rodzimych reklam nawet koparkę Waryński promowała modelka topless siedząca w kabinie tego pojazdu. To była jakaś zupełnie ślepa wiara w to, że seks sprzedaje. Co ciekawe, po jakimś czasie kalendarze z gołą babą zniknęły z "W labiryncie" i zostały zastąpione przez takie z krajobrazami. Może ktoś zorientował się, że serial był nadawany we wczesnych godzinach popołudniowych, więc oglądały go też dzieci. Jakie elementy wnętrz pojawiających się w serialu zapadły ci jeszcze w pamięć? Na pewno boazeria, która pokrywała chyba całe wnętrze domu pani Marii. Pamiętam też, że wszędzie było pełno drewna sosnowego. Wydaje mi się także, że w którymś mieszkaniu pojawiły się też półki IKEA o nazwie IVAR, które były produkowane w Polsce i część z nich trafiała na tzw. eksport wewnętrzny. W ogóle mieszkanie Durajów było dość typowym wnętrzem ówczesnej inteligencji, gdzie polska IKEA miesza się z Cepelią. Skóra wisiała między innymi w mieszkaniu Durajów Foto: screen Czy myślisz, że te wnętrza mogą wciąż inspirować? Musimy pamiętać, że to były wnętrza, które powstawały w warunkach strasznie kryzysowych. W połowie lat 80. było bardzo trudno kupić funkcjonalne, działające meble, które by miały wszystkie części. To był moment strasznej zapaści całej wytwórczości użytkowej. Jak się czyta ówczesną prasę, to tam dziennikarze i eksperci z bardzo wielkim żalem opisują udane polskie projekty, które prawdopodobnie nigdy nie wejdą do produkcji. Dlatego ludzie wtedy dużo sobie budowali i naprawiali sami. To był czas wielkiego majsterkowania — wiele poradników pokazywało, jak zrobić coś z niczego, np. ze skrzynek na owoce. Różne upcyklingowe rozwiązania, do których później wracali hipsterzy, pojawiły się właśnie wtedy. Makrama to jest też taki element tamtych czasów, który kilka lat temu znów zrobił się modny. Te mieszkania były efektem kombinowania i pomysłowości właścicieli, bo ze względu na niedostępność różnych produktów, nie dało się ich urządzić od A do Z. Boazeria w jednym z serialowych wnętrz Foto: Materiały promocyjne Prawdę mówiąc, nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł tęsknić za takimi realiami, ale niektóre z ówczesnych rozwiązań były faktycznie sympatyczne. Myślę, że tym, co może wracać, są naturalne kolory drewna, chociażby wspomnianej już sosny. Boazeria też zdecydowanie da się lubić. Ona teraz zaczyna dobrze się kojarzyć, raczej z taką przytulnością, a nie z aspiracyjnym dworkiem jakiegoś dorobkiewicza z ery późnogierkowskiej. Zobacz także: "Kontrola" - teaser drugiego sezonu serialu

piosenka z serialu w labiryncie